Rysy ze Słowacji - wędrówka w dwóch aktach

Trzy lata czekaliśmy, żeby zdobyć najwyższy szczyt Polski. Chcieliśmy to zrobić we wrześniu, kiedy nie trzeba stać w kilkugodzinnych korkach przy łańcuchach, ale pogoda co roku miała inne plany na nasz urlop. Aż w końcu się udało. Ostatni dzień lata 2025 roku spędziliśmy zdobywając Rysy. Wędrówkę podzieliliśmy sobie na dwa (albo nawet trzy) etapy. Żeby się nie spieszyć i na spokojnie zobaczyć jak najwięcej atrakcji postanowiliśmy rozbić całą trasę na dwa dni przedzielone noclegiem w Górskim Hotelu nad Popradskim Plesem. Za rezerwację pokoju 2 osobowego ze śniadaniem, z niedzieli na poniedziałek, zapłaciliśmy 142€. Na miejsce postoju wybraliśmy parking, który polecany jest dla gości hotelu i dla nich kosztuje on 10€. Jest to parking przy byłym ośrodku Helios, który powoli przekształca się w ruinę (współrzędne GPS: 49.1238711N, 20.0674333E)
 
 
1. Etap pierwszy: Strbskie Pleso (parking) - Popradskie Pleso
 
Pierwszym etapem naszej wyprawy będzie dojście z miejscowości Strbskie Pleso do hotelu nad Popradskim Plesem. W trasę wyruszamy spod drogowskazu przy parkingu oznaczonego jako Odbočka pri Heliosie. Na początku będziemy szli czerwonym szlakiem.
 

 Ruszamy górską ścieżką między rzadkimi drzewami. Po lewej stronie możemy obserwować kompleks skoczni i stoków narciarskich, a przed nami pojawiają się pierwsze szczyty Tatr. Z naprzeciwka mijają nas tłumy ludzi zdziwieni, że ktoś o godzinie 16 idzie w góry zamiast wracać już do domu. A ponieważ wcześniej media trąbiły, że to ostatni wrześniowy weekend z piękną pogodą, na trasach w Tatrach były tysiące ludzi. Od początku weekendu oglądaliśmy w Internecie filmiki i zdjęcia grozy z korków przy łańcuchach czy to na Rysy czy to na Giewont i czytaliśmy relacje ile to godzin trzeba było tam odczekać. Nieprzypadkowo zatem wybraliśmy niedzielny wieczór na początek wędrówki. Szliśmy z bananem na ustach i myślą w głowie: "Wy już sobie idźcie bo teraz nasza kolej" :).

 Po przejściu 1,5km od początku wejścia na szlak zmieniamy jego kolor z czerwonego na zielony. Tutaj przechodzimy na wąską, poprzerastaną korzeniami ścieżkę. Na początku idziemy w dół, aż do mostka na potoku Hincov. Po pokonaniu tej przeprawy znowu zaczynamy się wspinać.




 Po przejściu 2km dochodzimy do asfaltowej drogi, którą prowadzi niebieski szlak idący od przystanku kolejki Popradske Pleso, oraz tą którą można dojechać specjalnym transferem do i z hotelu. My przecinamy drogę w poprzek i idziemy dalej zielonym szlakiem biegnącym równolegle do asfaltu, zgodnie z tym co pokazuje nam duża drewniana tablica z drogowskazem.  

Stąd do hotelu pozostało jedynie 400m, a już po kilkudziesięciu zobaczyliśmy go z oddali. Idąc brzegiem jeziora dochodzimy na miejsce.



 I w ten sposób pierwszy etap naszej wędrówki dobiegł końca. Z parkingu przeszliśmy 4,1km pokonując 242m przewyższenia. Zajęło nam to 1 godzinę i 20 minut. Mapa pokazuje ten sam dystans i 225m przewyższenia. Do naszego czasu przejścia dodaje 10 minut.


 2. Etap drugi - Tatrzański Cmentarz Symboliczny

Po zameldowaniu się w hotelu i złapaniu oddechu postanowiliśmy wykorzystać to, że jeszcze przez ok. 2 godziny będzie jasno i wybrać się na pobliski Tatrzański Cmentarz Symboliczny. Powstał on w latach 30 w celu upamiętnienia ludzi gór, nie tylko Tatr. Dzięki wizji Otakara Štáfla i Alojza Lutonskiego w jednym miejscu zebrano prawie 400 tablic pamiątkowych z nazwiskami ponad 530 ofiar gór. Na cmentarzu znajduje się też niewielka kapliczka.

Z hotelu na cmentarz prowadzi żółty szlak biegnący wąską ścieżką wzdłuż prawego (wychodząc z hotelu) brzegu jeziora. 


Po przejściu przez mały drewniany mostek kierujemy w prawą stronę. Dalej idziemy kamienną ścieżką w stronę dużego drewnianego krzyża widocznego z daleka.


 Spod krzyża do cmentarza zostaje 200m drogi. Przy jego wejściu wita nas informacja, że to miejsce pamięci oraz prośba, żeby zachować ciszę. Obchodzimy cmentarz dookoła przyglądając się uważnie tablicom, na których można znaleźć mnóstwo polskich nazwisk, oraz podziwiając tradycyjne detvianskie krzyże.



 Z cmentarza do pokoju wracamy drugim brzegiem jeziora obchodząc je w ten sposób dookoła. Ostatnie 300m idziemy czerwonym szlakiem, który jest fragmentem "Tatrzańskiej magistrali". 

W ten sposób kończy się drugi z trzech etapów naszej wycieczki. Spacer liczył 2km i około 40m przewyższenia do pokonania (mapa jakoś dziwnie liczy i wychodzi jej tylko 26m). Całość zajęła nam 45 minut.


3. Etap trzeci: Popradskie Pleso - Rysy - Strbskie Pleso (parking)

Pobudka przed godziną 7, szybka wizyta w restauracji na śniadaniu w formie bufetu szwedzkiego i pora wyruszać na dach Polski. Po wyjściu z hotelu dostaliśmy zielone światło, tak więc w drogę!


Idziemy asfaltem 150m do Rozdroża nad Popradskim Plesem. Jest to miejsce gdzie rozchodzą się szlaki. My z tego miejsca będziemy szli szlakiem niebieskim. W tym miejscu leży też towar przygotowany dla chętnych do zabrania do Chaty pod Rysami. Każdy kto wniesie 5-10kg na górę w schronisku dostanie w nagrodę ciepłą herbatkę (taka informacja widnieje na tablicy obok).



Przed nami 1,2km na rogrzewkę. Idziemy ścieżką przez las, która tylko delikatnie się wznosi. Na tym odcinku pokonamy około 100m przewyższenia. 



Po tym kawałku dochodzimy do Rozdroża nad Żabim Potokiem. Tutaj skręcimy w prawo w czerwony szlak. Tutaj też kończy się zabawa i zaczyna prawdziwa wspinaczka ;) Według drogowskazu do szczytu będziemy szli 2 godziny i 45 minut.


Pierwsze 500m idziemy ścieżką pomiędzy kosodrzewiną, w obecności szumiącego obok Żabiego Potoku i coraz piękniejszych widoków. Po przejściu przez mostek zostaje nam ostatnie 100m spaceru w  otoczeniu kosodrzewiny. 




Teren robi się coraz bardziej surowy, a w okół nas jest coraz mniej zieleni. Ścieżka pnie się ostro w górę a my pokonujemy niezliczoną ilość zakosów. Po kolejnym kilometrze krajobraz przeobraża się w iście marsjański.




Po ścieżce wytyczonej w kamiennym rumowisku docieramy do Żabich Jezior. Tutaj można złapać trochę oddechu gdyż na kilkaset metrów teren się wypłaszcza. Przechodzimy obok jezior próbując dostrzec żabę siedzącą na wyspie, od której wzięły one swą nazwę. 

Skończył się płaski odcinek. Znowu wracamy do wspinaczki. Na początku teren wznosi się powoli, ale przed nami widać już ten najbardziej znany na tej trasie odcinek z łańcuchami i drabinkami. Zanim jednak do niego dojdziemy musimy pokonać kilkadziesiąt metrów w pionie.




Do drabinek dochodzimy z marszu. Zupełnie inaczej niż to miało miejsce 24 godziny temu, gdzie trzeba było odstać w kolejce nawet 2 godziny. Nie robimy tutaj zbyt wiele zdjęć, żeby nie wstrzymywać ruchu. Wspinamy się dalej w kierunku Chaty pod Rysami.




Po kolejnych kilkuset metrach wspinaczki pojawiają się pierwsze znaki, że jesteśmy coraz bliżej schroniska. Najpierw zauważamy toalety, które znajdują się nieopodal budynku Chaty (ten słynny drewniany wychodek już niestety nie istnieje). Później tablica, która wita nas w Wolnym Królestwie Rysy. A na samym końcu ukazuje się nam długo wyczekiwana Chata pod Rysami.




Wstępujemy na chwilę do schroniska, żeby posilić się przed atakiem szczytowym ;) Jest tak tłoczno, że jedyne wolne miejsca to te na podłodze, ale nie sprawia nam to problemu. Po wyjściu, ze schroniska dowiadujemy się, że w szpilkach dalej nie pójdziemy. Ubieramy więc górskie obuwie i śmigamy dalej. Teraz przed nami podejście na Przełęcz Waga. Początkowo łagodne, a później coraz bardziej strome.





Dochodzimy do przełęczy. Momentami podmuchy wiatru są takie, że zatrzymują nas w miejscu. Nawet nie wyciągamy telefonu, żeby przypadkiem nie odfrunął. Idziemy dalej, żeby szybko schować się przed wiatrem. Do szczytu zostało nam już tylko 500m. Obchodzimy Kopę nad Wagą i wychodzimy zza ściany. Naszym oczom ukazuje się ostatnie podejście na Rysy. Nie ukrywam, że nogi się pode mną ugięły. Znając mój lęk wysokości i widząc końcową ściankę zacząłem mieć wątpliwości czy dam radę. Może nie tyle wyjść, co potem zejść. No ale idziemy. Raz kozie śmierć!


Wraz z pokonywanymi metrami okazało się, że wcale nie jest tak źle. Na podejściu są duże kamienie, które bardzo pomagają w pokonywaniu wysokości. Można sobie też pomagać rękami i na czworaka śmigać prosto na szczyt. Żeby było nam jeszcze przyjemniej to wreszcie chmury zostały przewiane i zaczęło pięknie świecić słońce.


Docieramy na szczyt. Jest tu bardzo tłoczno i trzeba swoje odczekać w kolejce do zdjęcia. Wiatr też nie odpuszcza, a lęk wysokości powoduje u mnie zawroty głowy. Robimy więc zdjęcie z tabliczką, fotkę na polską stronę Rysów z Czarnym Stawem i Morskim Okiem i schodzimy ze szczytu, żeby inni też mogli się tutaj zmieścić. Podczas zejścia, którego tak się bałem, a które było nawet łatwiejsze jak podejście, podziwiamy piękny widok z góry na Żabie Stawy.




Wracamy oczywiście tą samą drogą, którą przyszliśmy. Idziemy więc najpierw na Przełęcz Wagi a potem pod Chatę pod Rysami. Tam robimy sobie znowu krótką przerwę. Siadamy na kamieniach i grzejemy się w słońcu po tym jak na górze wiatr przewiał nas na siódmą stronę.



Powrót, jeśli chodzi o trasę, nie różni się niczym od wyjścia na górę, za wyjątkiem odcinka z łańcuchami. Tam dwa kierunki mają swoje osobne trasy. W dół schodzi się po specjalnie zamontowanych metalowych pomostach. 



Jeszcze ostatni rzut oka z nad Żabich Jezior na szczyt Rysów. Na dużym zoomie widać, że ruch jest tam dzisiaj spory, ale na pewno to nie to co przez ostatnie dwa dni.


Teraz czeka nas zejście do Rozdroża nad Popradzkim Plesem czyli do miejsca skąd dzisiaj startowaliśmy. To nieco ponad 3km. Tam odbijemy na czerwony szlak i przejdziemy odcinkiem, którym jeszcze nie szliśmy.


Będziemy się poruszać po dużych kamieniach pomiędzy krzakami kosodrzewiny. Niestety na tym odcinku, mimo że schodzimy, trzeba będzie trochę iść pod górę, a my jesteśmy już dość dobrze zmęczeni. Na szczęście będzie to tylko około 700m. Widoki, ostatnie już na tej trasie, wynagrodzą nam nasz wysiłek. 





Ostatnie 1,7km znamy już z wczorajszego podejścia. Do samochodu docieramy po przejściu 15,8km i 1006m przewyższeń - tak wskazują nasze zegarki. Wędrówka zajęła nam 7 godzin i 10 minut, wynika to z dużej ilości przerw i przystanków, bo czas, kiedy byliśmy w ruchu to 5 godzin i 45 minut. Ewidentnie dzisiaj się nam nie spieszyło. Według mapy dzisiejsza trasa liczy 15km i 998m przewyższenia (na mapie pokazuje, nie wiedzieć czemu, 2488m wysokości maksymalnej), a czas przejścia szacuje na 6 godzin i 40 minut. Jeżeli ktoś chce wejść na Rysy za jednym zamachem musi doliczyć sobie do tych 15km około 4 potrzebne na dojście do Rozdroża nad Popradzkim Plesem.



Nawet najwyższy polski szczyt liczy się tylko za jeden. Dlatego dorzucamy ten jeden i na liście już mamy:

KGP - 10/28
DPG - 16/80

A kolejne opisy, już nie tak spektakularne, wkrótce!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ogorzała i Ostra z Łostówki

Lackowa - pętla z Izb przez Bieliczną

Jaworz, Sałasz i Babia Góra (ta Wyspowa)