Jaworz, Sałasz i Babia Góra (ta Wyspowa)

 

Dzisiaj wybraliśmy się na drugą część Pasma Łososińskiego, które ciągnie się od szczytu Dzielec w Limanowej aż po Białowodzką Górę nad jeziorem Rożnowskim (pierwszą część opisywaliśmy tutaj). Zaliczymy Babią Górę, Jaworz i Sałasz. Niedaleko miejsca, z którego ruszamy, w przeciwnym kierunku niż będziemy szli, jest jeszcze jeden szczyt - Chełm, ale przyznam szczerze, że zagapiłem się planując trasę i najzwyczajniej w świecie go nie zauważyłem. Wrócimy na Chełm innym razem.  Na wędrówkę wyruszymy spod kaplicy w Skrzętli-Rojówce. Dookoła jest mnóstwo wolnego miejsca na poboczach, więc na pewno nie będzie problemu z zaparkowaniem (współrzędne GPS: 49.7118836N, 20.5669403E).


Ruszamy od kaplicy w kierunku zachodnim a prowadził nas będzie szlak koloru niebieskiego. Poruszać się będziemy drogą asfaltową. Już po 700 metrach drogi odhaczamy pierwszą zdobycz - Babią Górę. Co prawda nie wchodzimy na szczyt, bo chyba nawet nie da się do niego dojść, ale zdjęcie z tabliczką mamy gdyż znajduje się ona tuż przy drodze. Trzeba tylko wskoczyć na małą górkę, na której stoi. Porównania do jej większej imienniczki nawet nie próbujemy szukać ;)

Od Babiej Góry przez około 500 metrów będziemy szli w dół, żeby rozgrzać nogi przed czekającą nas wspinaczką. Przy okazji możemy oglądnąć z daleka nasz kolejny cel bo przed nami pojawił się Jaworz w całej swojej okazałości.


Czas zacząć się wspinać, przed nami 1,5km podejścia po asfalcie. Częściowo przez las, częściowo przez łąki. Po drodze miniemy jeszcze jakąś przedziwną budowlę, która dopiero powstaje (my byliśmy tam w sierpniu 2024, może po roku jest już zakończona, dajcie znać jak widzieliście ją gotową).


Dochodzimy do końca asfaltu. Tam na końcu drogi znajduje się niepozorna kapliczka, która swoim wyglądem przypomina raczej mały skandynawski domek a nie kaplicę.


Jeżeli ktoś jest zainteresowany samym wyjściem na Jaworz i nie ma ochoty się za dużo męczyć to może podjechać samochodem aż pod samą kaplicę. Stąd na szczyt jest około 800 metrów. Dalej prowadzi już leśna droga. A przed nami największa atrakcja dzisiejszej wędrówki czyli drewniana wieża widokowa znajdująca się na polance pod szczytem Jaworza.


Budowa tej wieży w 2010 roku wzbudziła wiele kontrowersji i protestów z tego względu, że... zbudowano ją nie na szczycie a 600 metrów od niego i 120 metrów niżej niż wierzchołek. Widok jest więc ograniczony z jednej strony zboczem góry. Ogólnie jednak jest na czym oko zawiesić. Od strony wschodniej widać Pogórze Rożnowskie z częścią jeziora, Pasmo Łososińskie z Babią Górą i Chełmem. Od południa panorama na Beskid Wyspowy, Beskid Sądecki, Gorce i Tatry. Oczywiście trzeba trafić na dobrą widoczność czego my, tradycyjnie już, nie doświadczyliśmy.

No ale trzeba się wspinać się dalej. Do szczytu, tak jak pisałem, pozostało około 600 metrów i 120m przewyższenia. Za polaną z wieżą wchodzimy na leśną drogę i suniemy w górę po kamieniach.


Dochodzimy do szczytu. Znajduje się tam tablica informacyjna, wyspowa ławka Alicji oraz tabliczka szczytowa ze skrzyneczką na pieczątkę. Legenda mówi, że ktoś kiedyś widział w niej tą pieczątkę. A w legendach zawsze jest ziarnko prawdy, więc wierzymy, że faktycznie tak było. Jaworz należy też do 80 szczytów na liście potrzebnych do zdobycia odznaki Diadem Gór Polskich. Przyda nam się także i z tego powodu.
 Z Jaworza udamy się na Sałasz. Szczyt, który mieliśmy odwiedzić w naszej wędrówce dookoła Limanowej, ale wtedy powstrzymała nas pogoda. Dlatego zajdziemy do niego od drugiej strony. Z Jaworza na Sałasz jest 2,5km praktycznie płaskim terenem na całej długości zalesionym. Momentami trochę błotnym.


A momentami pięknym bukowym.


Niedaleko przed szczytem jest niewielka polana a na niej znajdują się wiaty i miejsce piknikowe. Na jednym z drzew można też zaobserwować pelikana i tabliczkę z taką dziwną sentencją:


Dosłownie 100 metrów dalej dochodzimy do szczytu Sałasza gdzie, podobnie jak na Jaworzu, znajdziemy tablicę, tym razem z mapą Beskidu Wyspowego, wyspową ławkę Janusza oraz tabliczkę szczytową - tutaj bez pustej skrzynki na pieczątkę.


Jesteśmy dokładnie 6,1km od startu a do auta wrócimy tą samą drogą, więc nie będę jej opisywał. Wspomnę tylko, że przez ostatni kilometr na trasie towarzyszył nam miejscowy piesek.


Dzisiejsza trasa według zegarków liczyła 13,3km i 432m przewyższenia a pokonaliśmy ją w niespełna 3,5 godziny. Według mapy trasa ma 12,2km i 424m przewyższenia i przejdziecie ją w około 4 godziny.



Po zdobyciu trzech kolejnych szczytów nasza kolekcja wygląda tak:

102 wyspy - 47/102
Korona Beskidu Wyspowego - 22/40
Diadem Polskich Gór - 7/80
 
Niebawem kolejne trasy, zapraszamy!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ogorzała i Ostra z Łostówki

Lackowa - pętla z Izb przez Bieliczną