Na kolejną wycieczkę w celu zdobywania beskidzkich Wysp wybraliśmy się do Limanowej. Miasto to całe otoczone jest górami a my postanowiliśmy zdobyć pięć z nich (pierwotny plan zakładał nawet sześć ale prognozy pogody go zweryfikowały). Jako przystanek wybraliśmy parking przy betoniarni zaraz przy wjeździe do Limanowej. My byliśmy tam w niedzielę, więc z braku pracowników parking był pusty, a pan stróż pilnujący obiektu, nie widział problemu w naszym parkowaniu tam (współrzędne GPS: 49.7386483N, 20.4033692E). Jeżeli będziecie tu w dzień powszedni i na parkingu nie będzie miejsc 500m dalej, obok ronda, jest MarketVita i możecie spróbować tam zostawić swój samochód.
Niestety, w czasie jak rok temu zaczynaliśmy zdobywać szczyty Beskidu Wyspowego nie wiedziałem, że kiedyś będę próbował stworzyć opisy tras i nie dokumentowałem fotograficznie newralgicznych momentów na szlakach. Ale postaram się dokładnie opisywać przebieg trasy tak, żebyście się nie pogubili. Zresztą, nawigacja na mapy.com nie pozwoli wam tego zrobić ;) Tak więc w drogę! Kierujemy się w stronę centrum miasta i już po 150m skręcamy w ul. Dzielec. Tam na skrzyżowaniu stoi turystyczny drogowskaz wskazujący kierunek na Sałasz, oznaczony zielonym kolorem. I to właśnie zielony kolor będzie nam towarzyszył przez najbliższe 5km. Od początku trasy wspinamy się asfaltową ulicą Dzielec, bo właśnie Dzielec to nazwa pierwszego szczytu, do którego dzisiaj dojdziemy. Po przejściu między zabudowaniami droga zaczyna prowadzić przez las. 1,2km od startu miniemy jeszcze ostatni dom i szlakówki skierują nas w lewo. Skończyliśmy spacer drogą i zaczynamy wspinaczkę przez las bez żadnej ścieżki. Wypatrujemy tylko na drzewach kolejnych znaków i wędrujemy tak przez 700m w trakcie których pokonamy 120m przewyższenia. Docieramy do pierwszego punktu naszej dzisiejszej wycieczki.
Możemy troszkę odsapnąć bo przed nami kawałek po płaskim. Do kolejnego szczytu mamy 1,5km i kolejne 120m przewyższenia. Nas czekała jeszcze mała niespodzianka za szczytem w postaci zwalonego drzewa. Trzeba było się troszkę wysilić, żeby jakoś je przejść.
Ale udało się i idziemy dalej. Poruszamy się pasmem szczytowym, leśną drogą. Na trasie nie ma żadnych atrakcji, dookoła tylko las i drzewa.
Groń - to nasz drugi dzisiejszy szczyt.
Idziemy dalej. Kolejnym naszym celem jest Sarczyn. To trzeci ze szczytów w Paśmie Łososińskim, którym dzisiaj wędrujemy. Mamy do niego około kilometr. Żeby nie było za nudno i za łatwo najpierw schodzimy 50m w dół, żeby potem znowu spinać się 60m w górę. No ale w końcu docieramy do tabliczki szczytowej.
Naszym kolejnym celem miał być Sałasz, ale że do końca wycieczki zostało nam jeszcze 12km a prognozy mówiły, że za 3-4godz nad Limanową mają przechodzić burze, skróciliśmy sobie trasę o 2km. Sałasz zaliczymy kiedy indziej. A tymczasem kierujemy się w stronę Przełęczy pod Sałaszem. Tam znowu pojawia się asfaltowa droga i teraz to nią będziemy szli przez najbliższy kawałek. Po wyjściu z lasu naszym oczom ukazuje się ogromna łąka. To stok narciarski stacji "Limanowa Ski" (niestety, podobno zakończyła swoją działalność i ma zostać rozprzedana), który znajduje się na zboczu naszego kolejnego celu czyli Łysej Góry.
Idąc asfaltem wchodzimy na niebieski szlak i teraz to on będzie naszym przewodnikiem. Idziemy przez łąkę i przecinamy w poprzek stok narciarski. Dochodzimy do krawędzi lasu i tam musimy rozstać się z niebieskim szlakiem, gdyż idzie on dalej przez las, a my musimy dostać się na górę. Przed nami chyba najtrudniejsze wyzwanie tego dnia - "Piekielnie trudne wejście", 1000 schodów.
Przed nami 400m po schodach i aż 130m przewyższenia. Wyjście naprawdę daje w kość. Na szczęście ktoś wspaniałomyślny postanowił umilić śmiałkom te męki i co kilkadziesiąt metrów ustawił tabliczki ze śmiesznymi tekstami. W sumie jest ich osiem a ja pokażę wam dla zachęty tylko jedną z nich, żeby nie psuć efektu jak sami będziecie się wspinać.
Jak już uda się wam pokonać stok na piechotę będziecie potrzebowali chwili odpoczynku. Najlepszym do tego miejscem będzie knajpka "Pstrągowo", która znajduje się po lewej stronie od wyciągu. Warto tam podejść i trochę się wokół pokręcić bo jest tam bardzo duża ilość kolejnych śmiesznych rzeczy. Na pewno uśmiechniecie się nie raz i nie dwa ;) Możecie tam też oczywiście przy okazji coś zjeść, wypić a i przybić pieczątkę do książeczki turystycznej.
Jak już odpoczęliśmy to idziemy dalej bo przed nami jeszcze sporo drogi. Aby dojść do tabliczki szczytowej na Łysej Górze trzeba znaleźć ścieżkę po prawej stronie od wyciągu i przejść nią 100m dalej. Od szczytu będziemy szli za żółtym szlakiem. Jest to pętla Miejska Góra - Łysa Góra. A właśnie Miejska Góra jest naszym kolejnym celem. Idziemy między drzewami dość stromym zejściem.
Do Miejskiej Góry zostało nam około kilometra. Początkowo idziemy lasem a później już polaną, która doprowadzi nas do charakterystycznego punktu na szczycie, który jest widoczny z odległości nawet kilkudziesięciu kilometrów od Limanowej. Mówimy oczywiście o wielkim krzyżu, który wraz z podstawą ma aż 37m wysokości czyli jest dwa razy wyższy od tego na Giewoncie. 4,5 metra nad ziemią urządzono taras widokowy, z którego podziwiać można
panoramę miasta oraz zachwycać się malowniczymi pejzażami Beskidu
Wyspowego, Beskidu Sądeckiego, Gorców, a przy sprzyjającej pogodzie
widokiem Tatr. My niestety, tradycyjnie już, nie mieliśmy dobrej widoczności więc i niewiele zobaczyliśmy. W krzyżu zamontowany jest zegar, który wybija godziny a potem odgrywa pieśni Maryjne słyszane w całej Limanowej. Pod tarasem widokowym znajduje się kapliczka z kopią Cudownej Piety Limanowskiej.
Powoli kończymy naszą górską podróż. Z Miejskiej Góry schodzimy dalej żółtym szlakiem, który dochodzi do szlaku niebieskiego. Na skrzyżowaniu szlaków skręcamy w prawo i zmierzamy w stronę miasta. Po około 500m dochodzimy do ul. Leśnej. Jeżeli macie możliwość wyjazdu na dwa samochody warto zostawić jeden z nich gdzieś w okolicach ul. Leśnej. W innym przypadku, tak jak my, przespacerujecie niespełna 6km poznając bliżej Limanową. Ul. Leśną kierujemy się do ul. Kopernika, skręcamy w prawo i idziemy już cały czas prosto. Najpierw ul. Piłsudskiego potem ul. Witosa i ul. Tarnowską dochodzicie do parkingu.
Według zegarków przeszliśmy 14,2km i pokonaliśmy 645m przewyższenia. Zajęło nam to z przerwami 4,5 godziny. Według mapy trasa liczy 14km i 579m przewyższenia i powinna wam zająć aż 5,5 godziny (chyba nierealnie długo ;) ).
Po Limanowskich podbojach stan naszych zdobyczy wygląda następująco:
102 Wyspy - 10/102
Korona Beskidu Wyspowego 6/40
Zapraszamy do lektury naszych następnych postów!
Fotografia Miejskiej Góry z wikipedia.pl
Komentarze
Prześlij komentarz